26 lipca 2014

O Jezusie i latarce.

Późny wieczór. Chcemy spać (albo co innego, ale na pewno chcemy mieć już spokój), ale Kwiat nie daje. Kamil ma komórkę. Wow, powiecie. Każdy ma, skwitujecie. Ale Kamil ma komórkę z funkcją latarki! I ten sam Kamil przeczytał w Naszych ulubionych Zabawach FundaMentalnych (pisałam jaka to rewelka i polecamy?), że świecenie w ciemnościach może takiego berbecia zainteresować na kilka minut. Na kilka minut?! Ludzie, Kwiatu leżał godzinę i jarał się tym światełkiem jak krzak Mojżesza. Zrezygnowana tym widokiem rozbujanego i szczęśliwego syna (szczerze, to lubię jak Kwiat jest radosny, ale o 23:02 chciałabym, żeby był szczęśliwy, ale w swoich marach sennych) szepczę do Kamila:
- Prędzej Ci się bateria wyładuje, niż Ci Syn zaśnie.
- Przestań. Tą komórkę to mógł Jezus na pustynię zabrać. 40 dni trzyma.

Dobra. Jezusa zostawiamy w spokoju. I bez komórki dobrze wiemy, że świetnie sobie radził. Ale za to My mamy kolejną zabawę, która jest fizycznie mało wymagająca, ale za to mocno absorbuje Kwiata. 
Bingo!

1 komentarz:

  1. Wasze dialogi rozkładają mnie na łopatki! :D Always.

    OdpowiedzUsuń