30 grudnia 2013

O podsumowaniu.

Siedzieliśmy jakoś na dniach i podsumowaliśmy rok.
Wyszło, jak zwykle: całkiem odmiennie.



Dopisek Kamila:
Miało być DOTA 2 ale zapomniałem zwrócić uwagę Karolinie, gdyż w moim generalizującym umyśle wydało się to zbyt oczywiste. Brakuje też tu znalezienia książki Domowy obóz szkoleniowy :P
https://www.google.pl/search?q=ob%C3%B3z+treningowy+ksi%C4%85%C5%BCka&espv=210&es_sm=93&source=lnms&tbm=isch&sa=X&ei=wuPBUqTzHOqu7AbuyoFo&ved=0CAkQ_AUoAQ&biw=1920&bih=954#es_sm=93&espv=210&q=ob%C3%B3z+szkoleniowu+ksi%C4%85%C5%BCka&tbm=isch&facrc=_&imgdii=_&imgrc=uyOWlZ4OrRUfrM%3A%3BAinZGLVY1wC4aM%3Bhttp%253A%252F%252Fecsmedia.pl%252Fc%252Fdomowy-oboz-szkoleniowy-departament-sluzb-tajnych-m-iext22642634.jpg%3Bhttp%253A%252F%252Fwww.smyk.com%252Fdomowy-oboz-szkoleniowy-departament-sluzb-tajnych%252Cp1076354792%252Cksiazki-dla-dzieci-p%3B194%3B195



29 grudnia 2013

Projekt: Dziecko!




Fajnie, fajnie. Wszystko fajnie, tak poza tym. 
Siedzimy w tym czasie poświątecznym-przednoworocznym i każdy oddaje się swoim nałogom najlepiej jak potrafi. Kamil ma prawie wytatuowane na czole logo nietoperza od grania w Batmana, a mi czekolada wychodzi uszami. 


28 grudnia 2013

Poświątecznie.

Wszystko spod rąk ucieka, z brzucha niekoniecznie. Lodówka wciąż pełna, choć gości w mieszkaniu nie ubywa.
Robimy remanent umysłowy i segregujemy zdarzenia z życia w roku 2013. Ciotka dała Nam radę, że 
aby nowy rok się udał, trzeba zrobić pranie i wyprać wszystkie rzeczy, które zalegają w koszu. 
No patrzcie, no. A to właśnie było marzeniem Kamila! 



25 grudnia 2013

Święta.

Kamila marzeniem w te wolne dni było ujrzeć pusty kosz na pranie.
Moim marzeniem miało być jedzenie, które nie tuczy. 
Wszystkie Nasze marzenia legły w gruzach, bo pranie dalej czeka, choć już sporo popraliśmy (skąd my tyle ciuchów mamy?!), a jedzenie w dalszym ciągu cholernie tuczy. 

Moje jedno ciche marzenie się spełniło o którym już zapomniałam, ale Kamil czuwa i wyczarował tablet graficzny! Juhu! 
Renifery świątecznie machają noskami! 




17 grudnia 2013

O wzruszeniu i wygranym życiu.

Poniedziałkowy wieczór.
Kamil wraca umęczony po pracy. Przecież to dopiero poniedziałek. Początek tygodnia. 
Tak, ale koniec roku, czyli wszystkie ostatnie dni roku są najbardziej męczące. Aha, ok. Taka filozofia.
Nie widząc różnicy w mijających i nadchodzących dniach szykuję obiad skomponowany na zasadzie resztki z lodówki do szybkiej obróbki, co by nie pogniło. Taka ze mnie bogini gospodarstwa domowego.
Podaję mojemu umęczonemu Mężowi ten obiad pod sam nos, włączam lampkę, co by w ciemnościach nie jadł ten mój biedny zbolały Mąż i siadam obok głaszcząc tą umęczoną głowę Męża mojego. Między kęsem sadzonego jajka a kęsem ziemniaka w łupinkach pojawiają się (miód na uszy) słowa:
- Jesteś moją ulubioną żoną.


Tyle wygrać.


15 grudnia 2013

Weekendowo w Sarbinowo.

Nie ma to tamto, co nie. Trzy lata wspólnego po-życia stuknęły. Było co świętować. Emocje w Sarbinowie jak na jagodach. Mroczna pogoda, więc za bardzo nosa z hotelu nie wystawialiśmy. No, chyba, żeby pędzić szybko na basen. W pokoju była kablówka i Wifi- Rifi. Byliśmy uratowani !




9 grudnia 2013

Rzecz o zakupach, kwiatach i złotych zasadach.

Kamil wstaje rano z jękiem pohukując Jaki to dzisiaj okropny dzień, tyle obowiązków. Ja już resztkami sił próbuję przekabacić i przekonać, że robi to dla swej Mamusi, która to niebawem przyleci. Trochę Go ten pretekst przekonuje, no bo przecież dla Mamusi trzeba tutaj wszystko przygotować. Daję Mu tą długą listę, którą tworzyłam z dwie godziny, bo przecież:
- Czemu nie masz produktów posegregowanych według gatunku? Na przykład produkty z nabiałem w jednym rządku, produkty mięsne w drugim rządku, a te z zamrażarki i innych lodówek w kolejnej rubryczce? Tak to biegam, latam po całym sklepie, bo kupuję po kolei z listy i to wszystko takie nieposegregowane i zrobiłbym szybciej te zakupy, a tak to się nie da- Jezu Chryste, Panie mój. 
Lecę do Auchan jednego dnia, zapamiętuję topografię hipermarketu, patrzę mniej więcej, gdzie co jest. Koduję w swej głowie co do nabiału, co w zamrażarce, co w konserwach, jakie produkty to drzemią na półkach. I z planem hipermarketu obcykanym na maksa (jak mi zmienią, poprzestawiają towary, działy, to ich wszystkich wymorduję) wracam do domu i konstruuję dla Męża Kamilowego listę specjalnie podzieloną na działy, towary, gatunki, żeby bidula mi nie błądził po sklepie, bo to przecież cały dzień schodzi na bezsensowne błądzenie między ladami. No tak. A czasu za wiele nie mamy.
Mamusia niebawem!
Czy to z listą posegregowaną, czy to z listą misz masz Kamil i tak wraca po dwóch godzinach. 
Produkty mam? Mam. Garnki mam? Mam. To się zabieram za przygotowania. Po chwili Kamil energicznie wstaje i rzuca myślą głośną, że:
- Zapomniałem czegoś!- z zadziornym uśmiechem zawładnął swymi butami, kurtką i oświadcza, że zaraz będzie. Co się stało? Garażu nie zamknął? Nie. Samochodu nie wyłączył? Nie. Znowu wjechał w sok lub farbę i trysnęło na ścianę i podłogę? Oj się nie dopytuj tyle! Głupie pytanie. Kamil wyznaje zasadę 
Jak się wylało, to przecież kiedyś wyschnie
Więc nie dopytuję. Wraca bohatersko, z rycerskim impetem w ręku trzymając róże. Róże?! 
- Dla kogo te róże? 
- Dla Ciebie, przecież!
- Z jakiej okazji?
- Bez okazji. Długo o kwiatach nie wspominałaś.... - Tak. Kamil wyznaje również zasadę, że jak kobieta dopomina się o kwiaty, to nie można Jej kwiatów kupić, bo wyjdzie, że kobieta je sobie wybłagała i facet kupuje je z litości, więc się kobieta obrazi, dlatego mężczyzna trochę czeka, nim o kwiatach kobieta zapomni i wtedy kobiecie kupi i wtedy kobieta najszczęśliwsza. Taki złoty środek.
- Kupiłeś mi w dniu, kiedy to przyjeżdża Twoja Mama i chcesz Jej pokazać jak cudownie mnie obdarowujesz kwiatami?! 
- Jak je już kupiłem, to WIEDZIAŁEM, że o tym pomyślisz w pierwszej chwili...

Facet chciał dobrze. Ale kobieta już swoje pomyślała!

2 grudnia 2013

Projekt: Dziecko!

Rzecz się działa w zeszłym tygodniu, kiedy to do domowych pieleszy zawitać trzeba było z racji imienin dwóch seniorów z rodu Ha i rodu Wu. No dobra. Ten z rodu Wu to nie taki senior, ale swoje już przeżył. Wiedzieliśmy, czego się spodziewać. Brzuch w centrum zainteresowania. I co gorsza- jakie imię wybraliście? No jakie?! Matula w poszukiwaniu tego jedynego mienia posłużyła się Wielką Księgą Imion, co by przypadkiem mieć na uwadze jaki to typ osobowości się narodzi. Przecież to imię nadaje charakter, a nie geny, toć przecież jasna sprawa. Z dziada na pradziada wiadomo, że geny mało istotną sprawą. Imię! Imię to najważniejsze! Więc jadąc tam musieliśmy uzbroić się w cierpliwość, ale i obmyślić jaki sprytny plan, co by ciekawość pierwotną ujarzmić w gronie rodzinnym. I tak wiele zdradziliśmy. Wszyscy okoliczni w rodzinie już wiedzą, że literą pierwszą jaka pojawi się w dowodzie za osiemnaście lat, będzie litera Ka. Więc Wielka Księga Imion Matuli ogranicza się tylko do najwyżej dwóch stron, ale to absolutnie nie przeszkadza w dopasowywaniu imienia do charakteru.
Nadjeżdżamy. 
Witają Nas gromkie brawa, śmiechy i umizgi skierowane tylko na brzuchol. Uf. Nie jesteśmy w centrum zainteresowania. Co za ulga. Młody nieznacznie się wierci w ciasnocie brzuchowej i daje do zrozumienia, że czegoś nie ogarnia, coś go omija. Jakieś śmiechy chichy dochodzą z zewnątrz, a On w tym nie uczestniczy bezpośrednio (jeśli geny ma po Tatusiu, to pewnie oddycha z ulgą. Jeżeli po nadpobudliwej Mamci, to ma pecha, bo jeszcze na te wszystkie fanfary radości poczekać musi).
No i pada to wyczekiwane, wytęsknione, wychuchane, wydziumdziane pytanie:
- A jakie imię wybraliście? Kurka blaszka, no. Trzeba to w końcu wyznać. Trzeba dać upust temu nieodpartemu szczęściu, tym głoskom, które cisną się Nam na usta.
- Dziecko będzie miało na imię Kwiatosław.
Hrabina pobladła, a potem raptownie poczerwieniała i z tej złości zamaszyście szmatą chłostała pobliskie krzesła.
- Kwiatosław?! Mój Boże, przecież nawet takiego świętego nie było!!
- Bo to staropolskie imię, przedchrześcijańskie...
Ciotka wzorując się na współczesnej wszechobecnej tolerancji i tradycyjnym walorze obchodzenia obrzędu imienin rzekła:
- Ja tam się nie wtrącam. To wasze dziecko, ale takiego imienia nawet w kalendarzu nie ma. 
Dziecko nie będzie obchodzić imienin! Tak, bo to sprawa priorytetowa, a jakże!
Kamil bawiąc się tym udanym żartem, który w pierwszej chwili wydawał się dość absurdalny i oczywisty, podsycał w Hrabinie frustracje.
- Myślimy, że później można będzie Kwiatosława przerobić na Floriana. No, żeby było w duchu florystycznym, co nie?
Babcia Rozalka w berecie swym jeszcze nieściągniętym kręciła tylko głową spoglądając na Nas jak na nieboraków urwanych z choinki.
Jedynie jasny umysł Matuli sprawił, że wszystko obróciło się w żart i Hrabinowa złość trochę zelżała przywracając równowagę gotującej się wodzie na pierogi z mięsem. 

Kwiatek, zdrobnienie owe, o dziwo, się przyjęło. Jednak słyszę podprogowe podszepty (ciekawe od kogo?), oby tylko imię  nie pojawiło się w dokumentach.

30 listopada 2013

Aniołek.

Pędzimy na chrzest z aniołkiem dla Edyty! 
(masa solna to jednak trudny materiał do obróbki. a wydawać by się mogło, że znamy od dzieciństwa babranie się w soli i mące, a tu schody w wieku starczym dopiero się zaczynają, kiedy trzeba coś konkretnego ulepić!)

Prokreacja pędzi, a w radio trąbią o niżu.
coś tu nie trybi.


26 listopada 2013

Kalendarz adwentowy.

Kalendarz adwentowy gotowy!
W tym roku specjalnych zadań nie będzie, przenieśliśmy się na słodycze. Myślę, że w przyszłym roku będzie tyle zadań specjalnych, że spokojnie możemy je skumulować na następne święta. Więc w tym roku oddamy się czystemu słodkiemu szaleństwu! 

Domki pochodzą z tej strony: Żółty balonik.