27 lutego 2016

O dziczy, głuszy i wypadzie za miasto.

Przyjechała do mnie Matka-Koleżanka. Siedzimy, rozmawiamy (bardziej stoimy niż siedzimy i bardziej krzyczymy niż rozmawiamy i raczej nie stoimy bo biegamy za dzieciarnią). W trakcie próbuję ustalić niezły trip:

- Hej, chodź. Wyjedźmy gdzieś z dziećmi. Fajnie będzie. Pojedziemy do lasu. Dzicz i głusza. My i dzieci.
- Dzicz to ja mam codziennie.

I z tym się nie dyskutuje. Sarenki i dziki, przepraszam was.

20 lutego 2016

Jak jest?

Ostatnio spotykam się z pytaniem, które za każdym razem wprowadza mnie w jakiś nerwowy stan (psiapsióła twierdzi, że ostatnio to wszystkie pytania wprowadzają mnie w stan desperacji, nerwówki i ogólnego załamania) i doprowadza do paraliżu języka i komórek mózgu. Przezimowałam sobie z dzieciakami i teraz spacery są dłuższe, a co za tym idzie więcej ludzi się spotyka. Kurde. Nie sądziłam, że można odzwyczaić się od ludzi. Można. Cholipa. Od obcych ludzi w szczególności łatwo się odzwyczaić, ale potem ze zdwojoną siłą trzeba znów walczyć o autonomię, dystans do siebie i swoich poglądów. Serio.
I właśnie tymi ostatnimi czasy zadawane mi jest standardowe pytanie:
- Oj, pewnie już masz dość dzieci, co? Pewnie już nie możesz się doczekać kiedy poślesz je do przedszkola?

No i kurka, weź tu odpowiedz sensownie. Trzymaj fason. A co gorsza, przyznaj się, że szalenie podoba Ci się czas z dziećmi. Matka wariatka. Co Jej odbiło? Jaki super czas? Mózg Jej się zmniejszył do rozmiarów paznokcia lewej nogi Dośki. 
I jak odpowiedzieć, kurczę, że to jest czas intensywnej pracy nad sobą, że dzieciaki mobilizują do działania, sprawiają, że czasami faktycznie ma się dość, ale dzięki temu zastanawiam się co chcę dalej robić i dażę do tego, bo mam mało czasu, harmonogram dnia napięty, a biznesplany tworzą się pomiędzy wciskaniem łyżeczki (wciskam, bo oporna) do buzi Dośki a zbieraniem płatków śniadaniowych i resztek jajecznicy po Kwiecie. 

I jak wytłumaczyć ten paradoks?