20 lutego 2016

Jak jest?

Ostatnio spotykam się z pytaniem, które za każdym razem wprowadza mnie w jakiś nerwowy stan (psiapsióła twierdzi, że ostatnio to wszystkie pytania wprowadzają mnie w stan desperacji, nerwówki i ogólnego załamania) i doprowadza do paraliżu języka i komórek mózgu. Przezimowałam sobie z dzieciakami i teraz spacery są dłuższe, a co za tym idzie więcej ludzi się spotyka. Kurde. Nie sądziłam, że można odzwyczaić się od ludzi. Można. Cholipa. Od obcych ludzi w szczególności łatwo się odzwyczaić, ale potem ze zdwojoną siłą trzeba znów walczyć o autonomię, dystans do siebie i swoich poglądów. Serio.
I właśnie tymi ostatnimi czasy zadawane mi jest standardowe pytanie:
- Oj, pewnie już masz dość dzieci, co? Pewnie już nie możesz się doczekać kiedy poślesz je do przedszkola?

No i kurka, weź tu odpowiedz sensownie. Trzymaj fason. A co gorsza, przyznaj się, że szalenie podoba Ci się czas z dziećmi. Matka wariatka. Co Jej odbiło? Jaki super czas? Mózg Jej się zmniejszył do rozmiarów paznokcia lewej nogi Dośki. 
I jak odpowiedzieć, kurczę, że to jest czas intensywnej pracy nad sobą, że dzieciaki mobilizują do działania, sprawiają, że czasami faktycznie ma się dość, ale dzięki temu zastanawiam się co chcę dalej robić i dażę do tego, bo mam mało czasu, harmonogram dnia napięty, a biznesplany tworzą się pomiędzy wciskaniem łyżeczki (wciskam, bo oporna) do buzi Dośki a zbieraniem płatków śniadaniowych i resztek jajecznicy po Kwiecie. 

I jak wytłumaczyć ten paradoks?







3 komentarze:

  1. Tak sobie myślę że te pytania więcej mówią o ludziach, którzy je zadają niż o Tobie...pewnie sami czuliby się styrani. Może na takie sytuacje przygotuj wizytówki z adresem bloga? ;) Karola, to Twoje rysunkowe dzieła? :) PS. Dosiaczek-Słodziaczek!

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak sobie myślę że te pytania więcej mówią o ludziach, którzy je zadają niż o Tobie...pewnie sami czuliby się styrani. Może na takie sytuacje przygotuj wizytówki z adresem bloga? ;) Karola, to Twoje rysunkowe dzieła? :) PS. Dosiaczek-Słodziaczek!

    OdpowiedzUsuń
  3. tak sobie ostatnio przeanalizowałam i stwierdziłam, że nic im do tego (długo nad tym pracowałam!)
    te ładniejsze to nie moje, ten brzydszy malunek to mój jeszcze z czasów liceum ;)

    OdpowiedzUsuń